ciekawostki

Otwórz oczy. Dowiedz się, jak jest naprawdę.

• Jesteś niezalogowany. Zaloguj się!

Nonteizm, ateizm, agnostycyzm

Ateizm
Stosunkowo najmniej „trendy” jest ateizm. Samo słowo, nie wiedzieć, dlaczego w świadomości społecznej kojarzy się negatywnie. Być może wynika to z naleciałości naszego systemu politycznego, kto był ateistą ten na pewno był również komuchem. A być może nie – zbyt młody jestem by się na ten temat wypowiadać. Tak czy inaczej ateizm oznacza po prostu odrzucenie bóstw. Nic więcej. Nie oznacza odrzucenia duchowości, nie oznacza bezkrytycznej wiary jedynie w naukę i technikę. Ateista wbrew powszechnej opinii może medytować, może wierzyć w duchy, bioenergie, aury itd...
Ateizm zakłada zatem, że nie ma gdzieś wysoko w niebie brodatego kolesia, który tylko czeka aż umrzesz, aby zdecydować czy Twoje życie było fajne czy afeee. Bo jeśli mu się nie spodoba to wrzuci Cię do kotła ze smołą. Nie szukamy tutaj filozofii – nie ma jej.

Agnostycyzm
Tu kwestia również jest bardzo prosta. Agnostyk nie wie – dlatego na wszelki wypadek woli się nie wypowiadać. Wychodząc z założenia, że człowiek nie potrafi ostatecznie zanegować lub udowodnić istnienia istoty boskiej nie staje po żadnej ze stron. Niewielka popularność tego pojęcia wynika po prostu z tego, że ludzie o nim nie wiedzą. Pewnie gdyby przejść się ulicami Warszawy i popytać przechodniów okazało by się, że to jakaś straszna sekta

Nonteizm
Termin dość nowy – przynajmniej w dyskursie społecznym. Po raz pierwszy spotkałem się z nim w mowie Richarda Dawkinsa - "walczący ateizm". Koncept wokół użycia tego terminu jest bardzo Ciekawy, można by nawet powiedzieć w pewnej mierze polityczny. Otóż zrobiono w USA badania, z których wyszło, że wszelkiej maści "niewierzących" jest w tym kraju 30%. Te 30% to w większości elita – wykształceni, dobrze zarabiający, inteligentni. Paradoksalnie ludzie Ci boją się publicznie przyznać się do swojej a-religijności (działa tu mechanizm napiętnowania, o który tak dobrze znamy z własnego podwórka), tak więc rozproszeni i zastraszeni są zupełnie nieaktywni w dyskursie społecznym. Społeczeństwo zatem okłamuje samo siebie udając, że ich nie ma. Dawkins proponuje Nonteizm jako pojęcie, które pomoże tym wszystkim ludziom znaleźć wspólny punkt odniesienia, aby w imię świeckości państwa skutecznie przeciwstawić się religijnemu szantażowi tak zwanej „większości”.

więcej na http://www.nietzsche-blog.pl

Dodał: Uczen
Data: 2010-08-09
skomentuj (0)

Co IBM łączy z nazistami?

Mało kto wie, ale IBM pomagało nazistom podczas zagłady Żydów i jeńców wojennych. Ich ówczesne obliczenia pozwoliły na umiejscowienie obozów zagłady w takich miejscach, aby nie było problemów z transportem (logistyka).

Urządzenia sortujące Holleritha - prototypy dzisiejszych maszyn cyfrowych – instalowane były we wszystkich obozach koncentracyjnych, umożliwiały kontrolę transportów kolejowych, stanowiły usprawnienie administracyjnego zarządu nad operacją odszukania, przemieszczenia i wymordowania wielu milionów ludzi w całej Europie.

Prezes IBM, Thomas Watson, uchodzący za najbardziej wpływową postać amerykańskiego biznesu i prawą rękę Franklina Roosevelta otrzymał z rąk Adolfa Hitlera w 1937 r. najwyższe odznaczenie, jakim "honorowano obcokrajowców zasłużonych dla Rzeszy Niemieckiej". Maszynę sortującą Holleritha - patent korporacji IBM - można dziś oglądać w muzeum U.S. Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.

Dodał: ipolkowice_pl
Data: 2010-04-20
skomentuj (0)

Spadochronowe mity

Wielu osobom wydaje się, że skoczkowie muszą mieć zdrowie komandosa i żeby zacząć skakać muszą przejść długie szkolenie. Uważają ich za szaleńców i ryzykantów, bo przecież może im się nie otworzyć spadochron! Jako skoczek, spróbuję obalić te mity.

Mit nr 1 – skoczkowie spadochronowi muszą posiadać ponadprzeciętną sprawność fizyczną i psychiczną oraz ponadprzeciętne zdrowie.
W zupełności wystarczy przeciętna sprawność. Okrągłe spadochrony spadające szybko pionowo w dół, jakie można oglądać na filmach wojennych to już przeszłość. Nowoczesne spadochrony budową są bardziej zbliżone do paralotni niż do starych okrągłych spadochronów. Lądowania są bardzo miękkie i nie trzeba być ponadprzeciętnie wysportowanym aby być w stanie lądować bez kontuzji. Nie trzeba mieć również super mocnej psychiki. Co prawda osoba, która zupełnie nie potrafi panować nad swoimi emocjami i nie jest w stanie się tego nauczyć nie będzie się nadawać do tego sportu, ale podczas moich trzech sezonów skoków ani nie poznałam żadnej takiej osoby, ani nie usłyszałam od żadnego instruktora, żeby powiedział kiedyś komuś, że z powodu zbyt słabej psychiki powinien sobie odpuścić ten sport. Każdy przeciętny człowiek, który chce skakać, może to robić. Dotyczy to nie tylko sprawności, ale też zdrowia. W Polsce przed przystąpieniem do kursu spadochronowego trzeba przejść badania lekarskie, ale niepotrzebne jest zdrowie kosmonauty, aby uzyskać zgodę lekarza na skoki. Dla przykładu powiem, że ja 7 lat temu przeszłam operację kręgosłupa, a jest w Polsce jedna osoba, której udało się uzyskać pozytywną opinię lekarza orzecznika po amputacji nogi.

Mit nr 2 – żeby skakać ze spadochronem trzeba przejść długie szkolenie
Szkolenie teoretyczne trwa zwykle 1 - 2 dni. Potem zaczyna się już szkolenie praktyczne, czyli skoki. Istnieją dwa rodzaje szkolenia:
1. Basic, inaczej Static Line, w którym na początku skacze się z wysokości ok. 1200 m z liną, która jest przymocowana do samolotu oraz do części spadochronu i od razu po wyskoczeniu otwiera czaszę. W miarę postępów zwiększa się wysokość, aż osiągnie się umiejętności potrzebne do skakania z 4000 m. Ile potrzeba tych skoków, aby osiągnąć takie umiejętności niestety nie umiem powiedzieć, ponieważ nie znam nikogo, kto po 1 – 3 skokach "na linę" nie przeszedłby na szybszą metodę szkolenia – AFF (domyślam się jednak, że jest to ok. 40 skoków). Basic jest starą metodą szkolenia i większość profesjonalnych stref spadochronowych nie szkoli już w ten sposób.
2. AFF (ang. Accelerated Free Fall) – w tej metodzie od razu skacze się z 4000 m i przed otwarciem spadochronu można cieszyć się prawie minutowym swobodnym spadaniem. Pierwsze 2 – 3 skoki wykonuje się w asyście dwóch instruktorów, a następne ok. 5 z jednym instruktorem. 7 skoków przeważnie wystarcza studentowi do opanowania wszystkich umiejętności, jakie potrzebne są do samodzielnego skakania.
Jeszcze szybszym sposobem na spróbowanie skoków spadochronowych od razu z 4000 m jest skok tandemowy. Do skoku takiego nie jest potrzebne ani szkolenie teoretyczne, ani badania lekarskie. Wystarcza tylko kilkunastominutowe przeszkolenie u instruktora, do którego pasażer jest przypięty za pomocą specjalnej uprzęży. W internecie można znaleźć wiele stron zachęcających do takiej przygody. Ja oczywiście polecę swoją http://neuro-skoki.info/skocz.htm .

Mit nr 3 – skoki spadochronowe są niebezpieczne
Tego mitu jednoznacznie nie obalę. "Bezpieczny, "niebezpieczny" to pojęcia względne, które dla każdego znaczą co innego. Moim zdaniem nie można powiedzieć, czy skoki spadochronowe są bezpieczne, tak samo jak nie można powiedzieć, czy np. narciarstwo jest bezpieczne. Wiadomo, że zależy to od szybkości jazdy, od trudności trasy, od tego, czy dostosowuje się prędkość do swoich umiejętności itp. Podobnie jest w skokach ze spadochronem. Można latać na dużym i wolnym spadochronie albo kupić sobie szybki i niewybaczający błędów. Można skakać samemu, z kilkoma albo nawet z kilkudziesięcioma osobami jednocześnie. Można też spadać brzuchem do ziemi i osiągać prędkość ok. 200 km/h, albo na siedząco lub głową w dół i spadać o wiele szybciej. Wszystko to wymaga innych umiejętności i doświadczenia i wiąże się z innym ryzykiem. Tym, co pewnie zdziwi wielu czytelników jest fakt, że wypadki spowodowane awarią sprzętu stanowią bardzo niewielki procent wszystkich wypadków. Rzadko się zdarza, żeby spadochron otworzył się nieprawidłowo albo nie otworzył się w ogóle, a właściwie nigdy nie zdarza się, żeby zawiódł spadochron zapasowy, który ma każdy skoczek. Dodatkowo większość stref spadochronowych wymaga od skoczków, aby posiadali AAD, czyli automat, który otwiera spadochron zapasowy, jeśli z jakiegoś powodu skoczek nie otworzy głównego. Większość wypadków ma miejsce przy lądowaniu i zdarza się głównie doświadczonym skoczkom posiadającym szybkie czasze. W sumie tych wypadków też nie jest tak wiele, jak to się powszechnie uważa. Najbezpieczniejszą formą skoków są według mnie skoki tandemowe, ale właściwie wszystkie dyscypliny można uprawiać wiele lat bez doznania ani jednej kontuzji, jeśli tylko przestrzega się zasad bezpieczeństwa.

Mit nr 4 – skoczkowie to szaleńcy i ryzykanci
Przez trzy lata poznałam już trochę skoczków i mój ogólny obraz tych osób jest odmienny od powszechnego. Wydaje mi się, że większość uprawia skoki pomimo ryzyka, a nie dla ryzyka. To, co podoba się mnie i wielu innym skoczkom to widoki, wielka przestrzeń i specyficzne wrażenia, jakich dostarczają skoki i jakich nie można doznać nigdzie indziej. Wielu skoczków, jakich miałam przyjemność poznać to osoby nienormalne, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Bardziej pasuje do nich słowo "nieprzeciętni" - są to ludzie z pasją, szczęśliwi, uśmiechnięci, z ciekawymi poglądami. Czy znacie jakieś miejsce, w którym wszyscy się do siebie uśmiechają, nawet jeśli widzą się po raz pierwszy? Tak właśnie jest na wielu strefach. Nie zaobserwowałam tego co prawda wszędzie, gdzie skakałam, ale Klub Spadochronowy Atmosfera, w którym spędziłam cały ostatni sezon i w którym na pewno spędzę najbliższy sezon jest jednym z takich miejsc. Bardzo dobrze opisała to miejsce Tatjana, która zaczęła swoją przygodę ze skokami od tandemu w Atmosferze: "Słucham różnych opowieści, przeglądam internet i jestem przekonana, że Ula i Iwan stworzyli naprawdę wyjątkowe miejsce, wokół którego zbierają się bardzo ciekawi ludzie. Nie spotkałam jeszcze miejsca gdzie byłoby tyle tolerancji i szacunku dla każdego. Nowicjusze dostają na wejściu ogromną pulę zaufania, co po prostu rozbraja. Nikt cię nie zna, ale zakłada się, że jesteś fajny i dopiero musisz się postarać, żeby to wrażenie popsuć. No i widać, że nikomu się nie chce i wszyscy już zostają fajni.".

Dodał: SkyMaja
Data: 2009-04-30
skomentuj (1)

Laserem po oczach, czyli jak poprawić wzrok

Jest precyzyjny, sterylny i szybki. Można nim korygować wady wzroku, leczyć siatkówkę, jaskrę i zaćmę. Bez lasera trudno wyobrazić sobie współczesną okulistykę. Tylko czy każdy może skorzystać z tej metody leczenia? Dziś chirurgia oka z wykorzystaniem laserów to rutyna.

Pielęgniarka zaprasza cię na salę, dostajesz znieczulające krople, a twarz przykryją ci ochronną folią lub tkaniną. Potem kilkanaście minut całkowicie bezbolesnego zabiegu, czasami opatrunek (nie zawsze konieczny), dwie-trzy godziny odpoczynku w sali pooperacyjnej i do domu. Tak wygląda dziś laserowa operacja wad wzroku - krótkowzroczności, dalekowzroczności i astygmatyzmu. Ale korekta tych wad to tylko drobna część wszystkich zabiegów okulistycznych, które stały się możliwe dzięki zastosowaniu lasera.

- Lasery masowo weszły do okulistyki w latach 80., choć pierwsze próby robiono już w latach 60. ubiegłego wieku - mówi dr Piotr Fryczkowski z warszawskiego gabinetu Retina. - Wtedy laser zajmował pół pokoju, był chłodzony wodą, można było z niego oddać tylko kilkanaście "strzałów" naraz, bo tak się rozgrzewał. Co ciekawe, Polska była przez pewien czas jednym z pierwszych krajów Europy, które stosowały lasery w okulistyce - dodaje okulista.

Dziś chirurgia oka z wykorzystaniem laserów to rutyna. Stosuje się kilka rodzajów laserów w zależności od typu zabiegu i części oka, która ma zostać poddana terapii. Ich wspólną cechą jest to, że leczą poprzez... zniszczenie. Szybko, precyzyjnie i czysto likwidują komórki, na które zostały wycelowane, niszczona tkanka po prostu wyparowuje.

Najbardziej powszechne są zabiegi tzw. wad refrakcyjnych - krótkowzroczności, dalekowzroczności i astygmatyzmu. Polegają one na tym, że wiązką lasera ekscimerowego modeluje się rogówkę - najbardziej zewnętrzną, przezroczystą warstwę oka. Najstarsza z używanych dziś metod to keratektomia fotorefrakcyjna, czyli PRK, pierwszy raz przeprowadzona w 1989 roku. Podczas PRK najpierw mechanicznie usuwa się cieniutką warstwę nabłonka rogówki, a potem laser odparowuje jej głębsze warstwy w określonych miejscach. Wszystko przebiega pod nadzorem komputera. Ta metoda pozwala głównie na korekcję krótkowzroczności (do -8 dioptrii) i w mniejszym stopniu małej nadwzroczności oraz astygmatyzmu. Jest najtańsza, ale też oko po zabiegu goi się dłużej w porównaniu z innymi metodami laseroterapii, a stabilny efekt pojawia się nawet po trzech miesiącach.

Klapki na oczach
Ograniczenia PRK sprawiły, że począwszy od lat 90., zaczęto wprowadzać nowe metody laserowych operacji wad wzroku nazywane skrótowo LASEK i LASIK. Łączy je jedno - przed uruchomieniem lasera zostaje przygotowana i odchylona na bok "klapka" (lub płatek) z nabłonka rogówki, która po zabiegu powraca na swoje miejsce niczym karta książki. Podczas zabiegu LASEK płatek odwarstwia się metodami chemicznymi, przy użyciu alkoholu, a w LASIK-u - nacięta precyzyjnym przyrządem, mikrokeratomem.

LASIK pozwala na poprawianie krótkowzroczności do -10 dioptrii, dalekowzroczności do +4, a astygmatyzmu do 6 dioptrii. Spośród wszystkich metod sprawia pacjentowi najmniejszy dyskomfort, umożliwia operację obu oczu podczas jednej sesji i najszybciej się goi. Z kolei LASEK jest w ocenie okulistów mniej inwazyjny, prostszy i tańszy niż LASIK. Oczywiście chirurgia laserowa wad wzroku rozwija się nadal, o czym mogą świadczyć pojawiające się kolejne udoskonalenia. W metodzie Epi-LASIK i SBK-LASIK nacina się niezwykle cienką warstwę samego nabłonka (w odróżnieniu od LASIK-u, gdzie płatek może mieć grubość jednej czwartej całej grubości rogówki). Dzięki tym ulepszeniom oko szybciej wraca do pełnej sprawności po zabiegu. Korekcję można też zaoferować większej grupie pacjentów - także tym z cienką rogówką. Zawsze jednak o wyborze najlepszej metody operacji dostosowanej do konkretnego przypadku decyduje lekarz. On także ma obowiązek dokładnie przebadać pacjenta i uprzedzić go o możliwym ryzyku. Bo laserowa korekcja wzroku nie jest dla wszystkich i nie jest obojętna dla zdrowia.

Ciemna strona światła
- Trzeba zdawać sobie sprawę, że zabiegi typu LASIK czy LASEK to trwała ingerencja w rogówkę - podkreśla dr Fryczkowski. - Zazwyczaj ma ona między 550 a 600 mikrometrów (tysięcznych części milimetra) grubości. A po zabiegu może zostać nawet ok. 200-250 mikrometrów. Takie oko jest bardziej podatne na urazy, uderzenia - pocieniona rogówka łatwiej pęka. Poza tym każdy zabieg na oku zmienia strukturę i skład ciała szklistego, przeźroczystej substancji wypełniającej gałkę oczną - dodaje okulista z gabinetu Retina.

Dlatego laserowa korekcja wzroku może być proponowana osobom, które poza krótkowzrocznością, dalekowzrocznością lub astygmatyzmem nie mają innych problemów z oczami. Kandydatów do zabiegu dyskwalifikują np. jakiekolwiek zmiany w siatkówce czy patologiczna suchość oka. Ale także jaskra lub jej podejrzenie, bo po korekcji nie można precyzyjnie mierzyć ciśnienia w oku, a to w tej chorobie podstawa. Operacji nie powinno się też wykonywać chorym m.in. na cukrzycę, choroby autoimmunologiczne, silne alergie, mającym skłonność do przerastania blizn lub rozrusznik serca.

Rozważając za i przeciw, warto pamiętać o możliwych powikłaniach i skutkach ubocznych. Ból po zabiegu i uczucie ciała obcego w oku można przez jakiś wytrzymać. Ale co ze zmniejszeniem kontrastu widzenia w trudnych warunkach (deszcz, mgła)? A zwiększona wrażliwość na światło, dotykająca zwłaszcza pacjentów z szerokimi źrenicami? Poza tym zdarzają się także zapalenia i wysychanie rogówki, efekt halo (widzenie otoczki wokół źródeł światła) czy przymglenie obrazu. Przy dużych wadach, nadwzroczności czy dużym astygmatyzmie może nie udać się całkowita korekcja wzroku. Konieczny będzie następny zabieg albo (o zgrozo!) okulary. Zresztą od nich i tak trudno będzie się uwolnić, bo laserowa korekcja rogówki nie zapewni nam sokolego wzroku do grobowej deski. Począwszy od wieku 40-45 lat, gdy spada zdolność oka do akomodacji, mogą być potrzebne okulary do czytania.

Laser ratuje wzrok
O ile zabiegi laserowej korekcji wzroku są pewnym luksusem, to w innych chorobach oczu laser może uratować możliwość widzenia. - Lasery w okulistyce są najczęściej stosowane do operacji siatkówki z powodu powikłań cukrzycy i chorób naczyniowych - mówi Piotr Fryczkowski. - Oko jest wówczas niedotlenione, niewydolne naczynia dostarczają za mało tlenu i oko się "dusi". Nie potrafimy dodać nowych naczyń krwionośnych, więc musimy ograniczyć potrzeby oka. Jak to się robi? - Niszczymy laserem argonowym te rejony siatkówki, które nie mają znaczenia dla naszego widzenia. Bo widzimy tylko jej małą wyspecjalizowaną częścią - wyjaśnia okulista.

Laserem można także "zespawać" przedartą lub odwarstwioną siatkówkę albo zniszczyć niewłaściwie wykształcone naczynia krwionośne w dnie oka. Albo przeprowadzić szybki zabieg u chorego na jaskrę. Ta przypadłość polega na tym, że płyn wytwarzany wewnątrz oka nie ma prawidłowego ujścia do jego zewnętrznej części. Gwałtownie rosnące ciśnienie może uszkodzić wzrok, dlatego laserem wycina się otwory w tęczówce, przywracając cyrkulację płynu. Służy do tego tzw. laser YAG-owy. Ten sam sprzęt można wykorzystać w operacji zaćmy wtórnej, gdy mętnieje torebka otaczająca soczewkę oka. Do tego dochodzą różne nietypowe zastosowania lasera, np. do likwidacji skutków wylewów wewnątrz gałki ocznej czy do korekcji różnych części oka po innych operacjach. Lasery przebojem wywalczyły sobie miejsce w dzisiejszej okulistyce. Wystarczyło zaledwie 30 lat i nie potrafimy się już bez nich obejść.

Dodał: ~JackSpot
Data: 2009-04-28
skomentuj (1)

Jak oszukać portale aukcyjne?

Byłeś zainteresowany świetną ofertę w portalu aukcyjnym? Odliczałeś dni, godziny, minuty do wygrania aukcji? W ostatnich sekundach ktoś podbił Twoją stawkę? Szybko zrobiłeś to samo, a mimo to automatycznie zostałeś "przebity"? Po porażce zachodziłeś w głowie, jak to się stało? Jakim cudem człowiek tak szybko może reagować?

BŁĄD!

Nie człowiek, tylko program napisany przez człowieka. W ostatnich latach pojawiło się co najmniej kilka aplikacji, które są w stanie za nas licytować. Wystarczy wybrać portal (Allegro, eBAY itp.), następnie numer aukcji, a na sam koniec wpisać kwotę pieniężną, jaką jest się w stanie przekazać na zakup danego towaru. Taki program nadzoruje ostatnie sekundy aktywności aukcji i podbija stawki aż do wskazanego limitu.
Proste szybkie i niestety, ale skuteczne... Co robią portale aukcyjne, by bronić sprawiedliwych użytkowników przed delikwentami, korzystającymi z takiego oprogramowania? Może się mylę, ale pewnie nic.

Jak można zablokować tego typu działania? Oto kilka sposobów:
- zablokowanie wchodzenia do aukcji przez kolejnych użytkowników 5 minut przed zakończeniem aukcji (dzięki czemu przez ostatnie 300 sekund walka o aukcję toczyłaby się jedynie między tymi użytkownikami, którzy licytowali wcześniej);
- zablokowanie czasowe użytkownika, który odświeżyłby serwis zbyt często na określony czas (pewność, że licytuje człowiek, a nie program);
- zablokowanie adresów IP serwerów filtrujących portale aukcyjne (wystarczy skorzystać z Google, by znaleźć takie programy, a następnie połączyć je z odpowiednimi adresami IP);
- captcha (przepisanie kodu z obrazka - taką opcję można włączać dopiero 5 minut przed zakończeniem aukcji; programy internetowe coraz lepiej radzą sobie z tym zabezpieczeniem, można w tej kwestii liczyć na kreatywność polskich programistów);
- sprawdzanie raportów (system aukcyjny raportuje całą licytację, jeżeli podbicie stawki miało miejsce z sekundy na sekundę wiadomo, że "maczał w tym palce" program komputerowy).

To zapewne ułamek procenta możliwości, które mogą zabezpieczyć portale aukcyjne przed oszustami. Jak na ironię, w takich serwisach u dołu można znaleźć link pt. "Bezpieczeństwo"

Dodał: ~zdegustowany
Data: 2009-01-13
skomentuj (3)

Co łączy Siemens`a z nazistami?

Siemens AG zajmował istotną rolę w nazistowskim systemie państwowych monopoli stworzonych na potrzeby gospodarki wojennej Niemiec. W czasie II wojny światowej większość produkcji koncernu była kierowana na potrzeby armii. Siemens AG uczestniczył m.in. w produkcji pocisków V-1 i V-2. W 1941 kapitał akcyjny wzrósł do 400 mln reichsmarek a sam koncern zaczął uczestniczyć w grabieży substancji przemysłowej krajów okupowanych (w tym Polski i ZSRR).

Wykorzystywał także pracę wywiezionych do Niemiec robotników przymusowych, jeńców wojennych oraz więźniów obozów koncentracyjnych - m.in. pracowali oni w zakładach urządzeń silnoprądowych Siemens Schuckertwerke GmbH, które znajdowały się w pobliżu obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau oraz w zakładach Siemens und Halske AG zlokalizowanych przy obozie koncentracyjnym Groß-Rosen. Siemens AG opracował także projekty krematoriów w obozie Auschwitz-Birkenau (same krematoria wybudowała firma Hoch und Tiefbau AG z Katowic) oraz zamontował w nich urządzenia gazowe.

źródło: Wikipedia

Dodał: ~nokia rulez!
Data: 2008-12-16
skomentuj (0)

Hitler miał tylko jedno jądro!

Brytyjska gazeta "The Sun" poinformowała, że Adolf Hitler miał tylko jedno jądro! Wynika to z wyznania niemieckiego sanitariusza (Johana Jambora), który razem z Hitlerem walczył w 1916 roku w bitwie nad Sommą. Podczas walk, Johan Jambor zajmował się wynoszeniem rannych żołnierzy z okopów. Niezwykle zapadł mu w pamięć przyszły przywódca III Rzeszy. Kapral "Adi" miał mocno pokrwawione podbrzusze i nogi. Ciągle krzyczał (nazwali go nawet krzykaczem), wołał o pomoc i wypytywał się, czy będzie mógł mieć potomstwo. Wiele lat po wojnie, lekarz wojenny przekazał te informacje księdzu Franciszkowi Pawlarowi, który to z intymnymi sekretami "wielkiego przywódcy" podzielił się ze światem. Johan Jambor gorzko żałował udzielenia pomocy Hitlerowi. Podobno miewał koszmary i budził się spocony w środku nocy - wg relacji jego przyjaciela, Blassiusa Hanczucha.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że na zlecenie British Council napisano w 1939 roku przyśpiewkę propagandową, ośmieszającą totalitarny urząd Führera. Jej słowa brzmiały: "Hitler has only got one ball, the other is in the Albert Hall" co w języku polskim oznacza: "Hitler ma tylko jedno jajo, drugie trafiło do Albert Hall".

Dodał: ~kakao
Data: 2008-11-23
skomentuj (0)

Czy można być własnym dziadkiem? Można!

Możecie pomyśleć, że postawione pytanie jest idiotyczne, ale po przeczytaniu poniższego pisma poborowego do Prezydenta RP, zmienicie zdanie.

Wielce szanowny Panie Prezydencie,
Uprzejmie proszę o zwolnienie mnie z zaszczytnego obowiązku pełnienia służby wojskowej ze względu na trudną sytuację rodzinną, w jakiej się znalazłem. A mianowicie:
Mam 24 lata i ożeniłem się z wdową w wieku lat 44. Moja żona ma córkę w wieku lat 25. Tak się złożyło, że mój ojciec ożenił się z córką mojej żony. Tym samym, mój ojciec stał się moim zięciem, gdyż poślubił moją córkę. W związku z tym jest ona jednocześnie moją córką i macochą.
Mojej żonie i mnie urodził się w styczniu syn. To dziecko jest bratem żony mojego ojca, czyli jego szwagrem. Jednocześnie, będąc bratem mojej macochy, jest moim wujkiem. Czyli mój syn jest moim wujkiem.
Żona mojego ojca, czyli moja córka, powiła na Wielkanoc chłopczyka, który jest jednocześnie moim bratem, gdyż jest synem mojego ojca, i wnukiem, ponieważ jest synem córki mojej żony.
Jestem więc bratem mojego wnuka, a będąc mężem teściowej ojca tego dziecka, pełnię jakby funkcję ojca mojego ojca, pozostając bratem jego syna. Jestem wobec tego własnym dziadkiem.

Dlatego też proszę uprzejmie Pana Prezydenta o zwolnienie mnie ze służby wojskowej, gdyż, o ile mi wiadomo, prawo nie zezwala powoływać do wojska jednocześnie dziadka, ojca i syna z jednej rodziny.
Wierząc w zrozumienie mojej sytuacji przez Pana Prezydenta pozostaję z poważaniem.

XYZ

Dodał: ~Twój stary!
Data: 2008-11-04
skomentuj (2)

"Piraci z karaibów" - jedna ze scen to fikcja

W filmie "Klątwa Czarnej Perły" kapitan Jack Sparrow i Will Turner wymykają się Królewskiej Marynarce w łodzi odwróconej do góry dnem. Przemieszczając się pod powierzchnią wody, oddychają powietrzem uwięzionym pod łodzią. Tak było na filmie, ale czy w rzeczywistości jest to możliwe? Wygląda bardzo prawdopodobnie.
Tę scenę z filmu postanowili sprawdzić "Pogromcy Mitów" z programu na Discovery. W pierwszym eksperymencie usiłowali zanurzyć się w basenie, trzymając nad głowami odwróconą do góry dnem łódź. Próba nie powiodła się, gdyż siła wyporu była tak duża, że nie udało się ściągnąć łodzi na dno basenu. Za drugim razem "Pogromcy Mitów" założyli więc na siebie ciężki piracki ekwipunek, ale i tym razem wynik był podobny.
Pogromcy Mitów obliczyli, że siła niezbędna do tego, aby utrzymać łódź z bańką powietrza pod wodą wynosi co najmniej tonę, więc metoda przemieszczania się pod wodą za pomocą takiej zaimprowizowanej łodzi podwodnej jest praktycznie bezużyteczna, jeśli nie całkiem niemożliwa. Aby wyjaśnić, jak nakręcono scenę w filmie, "Pogromcy Mitów" pokazali, że można to zrobić przy użyciu efektów specjalnych i sprytnego montażu.
Niestety efektowna scena ucieczki w tym wypadku to zwykła filmowa fikcja.

Dodał: mia
Data: 2008-11-03
skomentuj (0)

Czarna opaska pirata

Myśląc o piracie, mamy przed oczyma zmęczonego życiem człowieka z długim zarostem, drewnianą nogą, papugą na ramieniu i czarną opaską na oku. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad zastosowaniem tego ostatniego wyposażenia i doszliście do wniosku, że opaska ma ukrywać brak straconego oka podczas walki, to jesteście w błędzie!


Piraci, mimo że nie mieli takiej wiedzy o fizjonomii człowieka jak my, intuicyjnie zdawali sobie sprawę z mechanizmu adaptacji wzroku do warunków oświetlenia. Przechodząc z jasnego do ciemnego pomieszczenia potrzebujemy kilkunastu sekund, żeby przyzwyczaić się do ciemności. Dla pirata te kilkanaście sekund to zdecydowanie za długo i nie mógł sobie na nie pozwolić - w tym czasie mógłby stracić życie. Dlatego wynaleźli na własne potrzeby opaskę.
Jedno oko było zasłonięte, drugie odkryte. W chwili, gdy pirat przechodził z jasnego pomieszczenia do ciemnego, szybko zamieniał opaskę i tym sposobem dotychczas zasłonięte oko było już przystosowane do ciemności i nasz bohater mógł natychmiast np. stanąć do walki.

Dodał: mia
Data: 2008-11-03
skomentuj (0)