Oblany egzamin w Tychach
Oblałem dwa pierwsze egzaminy na prawo jazdy z mojej winy - co do tego nie mam wątpliwości. Dziwi mnie tylko to, że dwa razy miałem egzamin z tym samym kolesiem - jak to możliwe? Podobno mogłem odwołać się od tego, ale straciłbym tylko czas i postawiliby "kropeczkę" przy moim nazwisku (chyba nie muszę tłumaczyć, co to oznacza...). Niejaki pan Krzysztof S. dwa razy wybrał ten sam samochód - Opel Corsa - w którym nie bylo kamer, a chyba każdy wie, że muszą być! Szybko zaliczyłem plac manewrowy, wyjechałem na miasto no i się zaczęło... Koleś chyba wyczuł, że nigdy nie jeździłem Corsą i ciągle kazał mi wykonywać czynności, które bezpośrednio wymagają wiedzy na temat tego auta, np. włącz / wyłącz ogrzewanie tylnej szyby. Mało tego, robił to, gdy byłem na skrzyżowaniach, aby odwrócić moją uwagę! Podczas pierwszego egzaminu musiałem podjechać na wzniesienie a następnie pod nie wjechać. Wszystko szło elegancko, byłem stuprocentowo zrelaksowany. Nagle egzaminator wrzeszczy: "powinienem zakończyć w tym momencie Pana egzamin". Ja na to: "dlaczego"? Stwierdził, że zahaczyłem słupek podczas wyjeżdżania z koperty. Poszedł sprawdzić, czy go tak czasem nie uszkodziłem. Mój tata był w pobliżu i nagrał całe zdarzenie. Jak się później okazało, nawet nie drasnąłem pachołka! Tak się tym zbulwersowałem, że oblanie tego egzaminu było tylko kwestią czasu... Na szczęście trzecia próba była już udana 
